Najlepsze na później. MM#17.

Czas na odrobinę awangardy w sztuce, czyli meme zaraz na początku. A najlepsze zostawię na koniec. Ciekawe, czy dzisiaj obejdzie się bez zmiany tematu…

#17: A Song That You Hear Often On The Radio.

Ten temat wywołał na mojej twarzy radosny wyszczerz. Najpierw pomyślałem o Cantaloupe Island w wykonaniu Herbiego Hancocka, ale przecież Jazz Radia to już od dobrych dwóch lat nie słuchałem jakoś konkretniej. Za to zdarza się w sobotnie wieczory słuchać Trójki, a zatem Panie i Panowie~!

Pani Aleksandra Kaczkowska i jej Ciemna Strona Mocy! Jak jakimś szalonym fanem Gwiezdnych Wojen nigdy nie byłem, tak zawsze darzyłem tę markę pewną sympatią, a Marsz Imperialny to koncentrat ze wszystkiego, co w SW najlepsze, zatem bez żadnych wyrzutów sumienia wrzucam na bloga :3 I kij, że tym razem absolutnie nikt nie pozna tu czegoś, czego wcześniej nie słyszał.

A skoro już zbliżamy się do końca notki (not really, but the side topic is all that’s left, so…), czas wspomnieć o pewnej dość męczącej przypadłości, która męczy mnie od wielu, wielu lat. Nie odnosi się do wszystkiego, ale na pewno do zdecydowanie wielu rzeczy. Chodzi właśnie o zostawianie ‚najlepszego kawałka na koniec’. Za skrzywienie mojej psychiki obarczam winą Delicje, to na nich nauczyłem się objadać ranty na początku, żeby na koniec została tylko część z galaretką… Ale niestety, wirusowi temu nie wystarczyło rozprzestrzenienie się na pozostałe smakołyki (tak, środek kanapki na koniec, najbardziej obiecująco wyglądająca czereśnia zamykająca pochód, przykładów bez liku bo w zasadzie to się tyczy wszystkich jadalnych rzeczy). Niestety – pozostałe aktywności też zostały nim zarażone. Ileż to razy już zostawiałem ‚na koniec’ jakąś grę, w którą wiem że mam ochotę grać, bo przecież ‚warto najpierw przejść te w które mam grać ochotę nieco mniej, a tę perełkę zostawić na koniec!’. Myślenie tak osobliwe, jak głupie – zwłaszcza w przypadku kogoś takiego jak ja, kto przechodzi tak naprawdę jeden tytuł na ruski rok, przez cały pozostały czas katując coś konkretnego (Starcraft dwaaa~!) albo rzucając kolejne tytuły w środku, zaczynając od nowa i rzucając…

Na szczęście zaraza nie dotknęła jeszcze muzyki – słucham zawsze albo kawałków losowych, albo własnie dokładnie tego kawałka, na który mam najbardziej ochotę. Ufff. Z filmami, serialami i anime bywa różnie, ale przeważnie też oglądam to, co mi najbardziej podejdzie. Choć chowanie jakiegoś konkretnego tytułu ‚na potem’ czy ‚na deser’ też mi się nie raz już zdarzało… Najgorsze w tym wszystkim jest to, że to przyzwyczajenie jest potwornie irytujące. Nawet jak nie mam ochoty zostawiać tego czegoś na potem, to i tak często zostawiam, bo wiem że jeżeli tego nie zrobię – będę czuł ten absolutnie nienamacalny dyskomfort psychiczny, który technik dręczenia podświadomości uczył się pilnie od Poczucia Winy.

Tym razem dość nietypowo nie rzuciłem ogólnego tematu, a napisałem wprost coś niecoś o sobie, częściowo na pewno dlatego, że inaczej ten temat ugryźć stosunkowo niełatwo. Jestem ciekaw, czy Wy też tak macie? Jeżeli tak, to irytuje Was to tak jak mnie? Jakieś metody na oduczanie się tego? A może powyższe dwa akapity to Waszym zdaniem najbardziej cudaczna głupota ever i pierwsze słyszycie? Jak to jest z tym zostawianiem najlepszych kąsków na deser w przeróżnych dziedzinach życia…

~ - autor: Vodh w dniu 05/10/2010.

Komentarzy 9 to “Najlepsze na później. MM#17.”

  1. Robiłam tak kiedyś ze słodyczami, ale teraz jeśli nie zastrzegę wyraźnie ‚nie ruszać, moje’ to jest jakieś 90% szans, że mąż mi zeżre to, co sobie zostawię na później. Swoją ścieżką myślowy obraz Vodha, obgryzającego dokładnie kanapkę dookoła, zanim dobierze się do środka jest radośnie fazogenny. :D

    Natomiast co do innych rzeczy – besęsu jest zostawiać na potem, no bo w końcu po czem? Po tym całym shicie, którego i tak nie mam ochoty oglądać/czytać/słuchać? No kfila, jak mi się coś nie podoba, to nie czytam. Jak mi się bardzo podoba, to czytam dwa razy. Ale może to jest kwestia tego, że ja generalnie jestem prokrastynator (o, jedno ze słów, które zwyczajnie nie ma dobrego polskiego odpowiednika) i, cytując klasykę, jeśli chodzi o obowiązki i problemy – „pomyślę o tym jutro”. Skoro już mam coś fajnego, to co sobie będę żałować?

    • No tak, zżeranie takich kąsków przez współzżeraczy to całkiem konkretna klątwa :D

      A w drugim akapicie sama prawda i czysta, bolesna logika. Chociaż może nie tyle bolesna, co przydatna. Przypuszczam że u mnie to jakieś epicko zaawansowane stadium lenistwa, w którym nawet rzeczy przyjemnych czasem mi się zwyczajnie nie chce robić…

  2. Też obgryzam delicje dokoła zanim zjem galaretkę i wisienki z tortu zjadam na koniec itp. itd. Czy to mnie irytuje? Może… Ale tak wogóle to czasem samo czekanie, czy też świadomość, że czeka nas coś fajnego jest bardziej ekscytujące i sprawia więcej przyjemności niż sama ta rzecz/zdarzenie (które oczywiście też jest przyjemne, ale co innego chcę teraz powiedzieć) Może dlatego zostawiamy najlepsze właśnie na ostatnią chwilę, aby przedłużyć ten moment cudownego oczekiwania? Nie wiem czy dobrze podeszłam do problemu, ale co tam. Właściwie to takie dodatkowe pytanie do tego, które Ty postawiłeś. Jeszcze chyba chciałam coś napisać, ale brak mi wena/nastroju.

    A radia praktycznie nie słucham (czasem Strefę), więc nie mam pojęcia co tam najczęściej leci.

  3. Tytułem wstępu, ja zawsze jem delicje w taki sposób, że najpierw obgryzam ja z czekolady, potem wsuwam galaretkę, a na koniec sam biszkopcik. Pojęcia nie mam od czego to się wzięło i co powiedziałby na to Zygmunt (Freud – przyp. autora), ale nie potrafię się powstrzymać od takiego „spożywania”.

    Drugą sprawę jaką chciałem tu poruszyć tyczy się właśnie takiego odkładania „najlepszego na potem”, otóż w zamierzchłych czasach jak jeszcze uczęszczałem do pedałówy (szkoła podstawowa – przyp. tłumacza) odwiedził mnie dziadek. Zawsze uwielbiałem i nadal uwielbiam odwiedziny dziadka, ponieważ jest on dla mnie takim bohaterem z dzieciństwa, ale w sumie to jest nie istotne w anegdocie, którą zaraz opowiem/napiszę (niepotrzebne skreślić). Wracając, spożywaliśmy razem pyszny obiad ugotowany przez moją mamę, wątróbki drobiowe smażone (chyba smażone) na cebulce. Ta pozycja kulinarna chyba na zawsze pozostanie jedną z moich ulubionych, bądź co bądź byłem w niebo wzięty i zacząłem z apetytem zżerać (inaczej tego się nie da nazwać) swoją porcję. Już wtedy wiedziałem, że to co najlepsze (cebulkaaa!) zostawię na koniec. Jak już całość talerza znikła, oprócz usytuowanego na środku najcudowniejszego stosu smażonej (chyba) cebulki jakiego w życiu było mi dane zobaczyć… Nie mogłem tak po prostu wziąć i go zjeść, no nie mogłem no! Potrzebna była chwila zadumy, chciałem celebrować ten moment, odłożyłem nawet na chwile widelec i jak już miałem po niego z powrotem sięgać… nagle… Dziadek, który myślał, że najwidoczniej nie przepadam za smażoną (na serio nie jestem pewien czy była smażona) cebulką, obnażając swój ogromny refleks chwycił za mój talerz i na moich oczach zjadł całą moją cebulkę (raczej smażoną), której smak już czułem w ustach, już miałem być wniebowzięty…

    Wnioski?
    Ta historia nauczyła mnie, że jeśli na czymś nam bardzo zależy nie możemy tego zostawiać na potem, musimy po to sięgać od razu, żyć pełnią życia! Polecam wam zróbcie to samo (no przynajmniej czasami).
    Po pewnym czasie od tego wydarzenia zauważyłem na półce w księgarni książkę o Henrym Fordzie i od razu spytałem mamę, kto to taki był?
    Ona odpowiedziała mi, że nie wie i kupiliśmy dwa zeszyty w kratkę.

    Dziękuję, dobranoc.

    • Jeżu, ale mnie zabiłeś tym komentarzem xDDD I nawet nie wiem, jak odpowiedzieć, takie to zajebiste jest. Zwyczajnie pójdę i zacznę ludziom rozsyłać maile z tą opowieścią. A po tym jak jesz delicje doskonale widać, jaki jesteś pojebany nawet jak ktoś nie czytał wniosków do Epopei Cebulowej :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: