Komunikat specjalny.

•06/12/2010 • 1 komentarz

Przer… Tfu. Ale nie, nie wiem, jak to inaczej ugryźć. A zatem: przerywamy przerwę, aby nadać komunikat specjalny. Ralfenowi udało się zmusić mnie do napisania notki na dzień po ogłoszeniu zamrożenia bloga, ale temat jest prawdziwie godzien.

Otóż właśnie, na Youtubie siedzi gość, który bierze różne dziwne nagrania z koncertów (przeważnie dość znanych) gwiazd, wyciąga z nich wokale i random okrzyki tłumu, a instrumenty nagrywa z tego co widzę w opisach poszczególnych filmików – na własną rękę. I wychodzi mu to bosko. Czasem można spaść z krzesła ze śmiechu, a czasem zwyczajnie brzmi to lepiej od oryginału :D Jak Shakirę lubię i Hips don’t lie to jedna z moich ulubionych piosenek jej autorstwa, tak wersja metalowa wciąga oryginał nosem bez najmniejszych problemów! Tu jeszcze jedna próbka twórczości tego geniusza i wizjonera:

No więc właśnie. A tego jest więcej i to całkiem sporo więcej. Dla zainteresowanych kanał tyrury i ćwierkacz. Bierzcie i szerzcie zarazę dalej – a dla wszystkich, którzy twierdzą, że broda – w sumie owszem, smooth jazzową wersję Enter Sandmana słyszałem już wieki temu, ale jakoś resztą twórczości autora się nie zainteresowałem. Osobnik moim zdaniem zasługuje na własną notkę.

A zatem do następnego razu, blogowanie z zaskoczenia > nudny grafik ;)

Freeeze! Drop your weapon, I said drop it now!

•05/12/2010 • 1 komentarz

Ilość czasu, zapału i popytu jest bardzo zauważalnie mniejsza niż przy memie muzycznym, więc dla dobra własnego i porządnych notek (a nie takich, jak poprzednia) bloga zamrażam – odmrozi się najwcześniej w styczniu, chociaż proponuję nie wstrzymywać oddechu. Oficjalnie nazywając to zamrożeniem sprytnie unikam czającej się przy takich okazjach ochoty na łzawe podziękowania i pożegnania. Do zobaczenia ;)

MF#04.

•01/12/2010 • 2 komentarzy

Blog dość wyraźnie sobie dogorywa, na pewno w sporej części przez przerwę po memie muzycznym, ale póki co jeszcze jakoś zipie i przez parę notek się go jeszcze może pociągnie. Chociaż dzisiaj mocno ‚short and uninspired’:

#04: Movie That Should Be Required High School Viewing

Jeden z tych tematów, do których znałem odpowiedź praktycznie od razu. Requiem Dla Snu. Darren Aronofsky to jeden z bardziej oryginalnych i nietuzinkowych reżyserów, jakich filmy oglądałem. A samo Requiem jest wstrząsające – świetne, szokujące i potrafi do człowieka trafić jak mało który film. Dla pewnej części licealnej widowni na pewno okaże się zdecydowanie zbyt mocny – ale akurat w tym przypadku niech i tak będzie. Jeżeli miałbym wymienić tylko jedną rzecz, która mnie odciąga od narkotyków (do których mnie nieszczególnie ciągnie i jest tych rzeczy całkiem sporo) to byłoby to właśnie Requiem.

Mistrz Kierownicy Ucieka. MF#03.

•27/11/2010 • 9 komentarzy

Pamiętacie te filmy? Szczerze mówiąc nie widziałem ich od tak dawna, że naprawdę trudno mi oszacować, jak wytrzymały próbę czasu, ale kiedyś Mistrz Kierownicy Ucieka był moim zdecydowanie ulubionym filmem. I przy tej okazji przypomniała mi się też moja pierwsza świadoma muzyczna fascynacja – coś o czym nie pamiętałem przez 30 odcinków mema muzycznego, przypomniał mi dopiero Mistrz Kierownicy – otóż zaczynałem od bycia małym fanem muzyki country. Do dziś moim ulubionym wykonawcą tej muzyki pozostaje Kenny Rogers, pamiętam że mieliśmy z pięć jego kaset i potrafiłem nimi katować radio samochodowe i walkmana rodziców prawie w kółko :D

Ale skąd nagle ten Mistrz Kierownicy? Nie ma to żadnego związku z dzisiejszym memem filmowym. Tydzień temu miała miejsce premiera najnowszej gry z serii Need for Speed. Normalnie nie interesują mnie wyścigi samochodowe, ale na przestrzeni lat znalazło się kilka tytułów, które mnie zatrzymały na dłużej. Pierwsze było Porsche Challenge, gra która miała bodaj 6 tras i dokładnie jeden samochód do wyboru (acz w różnych kolorach ;)), potem Colin McRae Racing (tak, jedynka, na PSXa), którego znalazłem pod choinką w wyniku pewnego nieporozumienia (ale mimo wszystko podobał mi się, choć najlepszą zabawą było wyszukiwanie miejsc, gdzie można było zglitchować grę i wyjechać za ustalone ‚ściany’. Wciskanie się z ukosa pomiędzy płot a uchylone skrzydło bramy tak żeby samochód ‚przeskoczył’ na drugą stronę tekstury to było to :D). Potem gra, którą dla odmiany autentycznie uwielbiałem i uwielbiam, czyli Crash Team Racing – Bandicootowy klon Mario Kart, który przewyższa pierwowzór pod każdym względem (zaczynając chociażby od tego, że w CTR grałem i mi się strasznie podobało, a w Mario Kart nawet nie grałem :DDD). Był jeszcze Carmageddon (bodaj dwójka, ale nie dam sobie głowy uciąć), który był naprawdę świetny. Poza tym jakieś wyścigi z samochodami zabawkami sterowanymi radiem i katowane kilkadziesiąt razy demko Rollcage – ogólnie widać, że bardziej zawsze pasowały mi takie typowo rozrywkowe wyścigi z przymrużeniem oka albo i dwóch.

A tu właśnie, nagle wyskakuje taki Need for Speed: Hot Pursuit (który prawdopodobnie wyszedł taki genialny bo tworzyli go ludzie z Criteriona, czyli twórcy serii Burnout ((która ominęła mnie tylko dlatego, że dość późno zaopatrzyłem się w PS3)) ) i proszę, jestem autentycznie zachwycony! Fakt, trudno powiedzieć że to nie są wyścigi z lekkim przymrużeniem oka. Ale mimo wszystko – autentyczne modele samochodów w grze praktycznie nigdy mnie nie przyciągnęły. Naprawdę spora mapa gry, zróżnicowane trasy, tryb w którym można wszystkie drogi przemierzać bez żadnych loading screenów całkowicie płynnie, a do tego duży wybór samochodów i świetny, sprawiający masę frajdy model jazdy, który wręcz zachęca do trzymania gazu wciśniętego do dechy przez cały czas (bo do zakrętów to mamy ręczny i driftowanie, a nie tam żadne wytracanie prędkości, pff :D) i masa emocji w multiplayerze, do tego podział na ścigantów i policjantów który dodaje wyścigom sporo smaczku i sprawia, że martwić się musimy nie tylko o swoją aktualną pozycję i wyprzedzanie konkurencji… Naprawdę boska gra, pod praktycznie każdym względem (oprócz fabuły, bo takowej praktycznie nie posiada :D).

No ale dobra, dość tych zachwytów, czas na mema:

#03: Sequel That Shouldn’t Have Been Made.

Dobry temat, zwłaszcza że ja ogólnie rzecz biorąc lubię sequele. Jasne, w wielu przypadkach okazują się być gorsze od pierwowzoru, ale jednak zwykle sam fakt że są i można się przekonać, co się działo dalej (przy okazji wyłapując co i jak bardzo skopali :D) uważam za bardzo pozytywny. Podobał mi się Matrix 2 i 3 (i przez podobał rozumiem „oglądałem wszystkie 3 pod rząd prawie 10 razy”), podobał mi się drugi Underworld… Co tam dalej z takich oficjalnie kiepskich sequeli… O! Wiem! Pamiętacie film Speed? Ten, w którym Keanu Reeves i Sandra Bullock telepią się w rozpędzonym autobusie, który wybuchnie kiedy tylko za bardzo zwolni? To był dobry film. Sequel natomiast to masakra, która nie podobała mi się nawet za pierwszym razem, nawet oglądana naprawdę dawno temu. Znana w Polsce jako Speed 2: Wyścig z Czasem jest marnym cieniem jedynki i totalnym kiczem. Fakt, że mi się nie podoba mimo tego, że zawiera Sandrę Bullock (jedną z moich ulubionych aktorek) powinien mówić sam za siebie. A w ramach dygresji – jak ona się ładnie starzeje :) nie wiem, ile z tego jest zasługą genialnego chirurga i zespołu makijażystek, ale w zeszłorocznym Narzeczonym Mimo Woli wyglądała naprawdę świetnie. A Wy macie jakiś znienawidzony przez siebie sequel?

P.S. Wszystkim niezainteresowanym grami, ale czekającym jednak na jakieś tematy poboczne przy memie filmowym który też ich średnio bawi mogę na osłodę obiecać, że następnym razem będzie jakiś zupełnie niegrowy temat obok mema filmowego ;)

Dusza prowizorycznie posklejana. MF#02.

•24/11/2010 • 2 komentarzy

Okazało się, że zrobienie małej burzy i zasypanie wordpressowej pomocy technicznej zgłoszeniami buga przyniosło efekt – odpowiedzi na komentarze zostały zahotfixowane, coś tam jeszcze z ramkami nie gra, ale mniejsza o to. Poza tym well, prowizorki zwykle wytrzymują najdłużej, więc spodziewam się że tak już to będzie wyglądało przez najbliższy czas. Wybacz, Moshi… ;) A Godmachine w nagłówku zdecydowanie przypadł mi do gustu i zostaje. Bez dalszego przeciągania, czas na mema:

#02: Favorite Oscar-Nominated Film from a Recent Ballot.

W razie czego polecam sobie łypnąć na liste, nie wiem jak Wy, ale ja tam kompletnie się nie orientuję w oskarowych nominacjach przeważnie.

o tutaj

I jak poprzednio miałem problem z wyborem, tak tym razem poszło błyskawicznie – owszem, mamy tam Abatapa, czy inne District 9, ale z Inglourious Basterds nie mają najmniejszych szans. Jeden z bardziej miażdżących filmów, jakie widziałem w ostatnich latach – genialne, pełne emocji sceny, podczas których bohaterowie niby tylko rozmawiają… I wszystko to, za co lubię Tarantino. Przyznam, że to właśnie mój ulubiony film tego reżysera – jasne, Pulp Fiction było i jest boskie, przy Kill Billach też jest się nad czym pozachwycać, ale Inglourious Basterds to prawdziwy majstersztyk. Świetna fabuła, która kilkukrotnie jak to u Tarantino postanawia pozwolić sobie na jakąś kompletnie odczapiastą dygresję, a resztę tworzą genialne, świetnie zagrane postaci. I jak to u Tarantino, te sceny, które kompletnie nie miałyby w prawdziwym życiu racji bytu, ale w swojej chorej niesamowitości są po prostu boskie! I z jednej strony rozumiem, jak Tarantino może komuś nie przypaść do gustu, ale z drugiej, jak to często w takich przypadkach miewam – widząc ile frajdy daje cieszenie się jego wizjami naprawdę współczuję wszystkim, do których nie trafiają. Omija Was masa świetnej rozrywki ;)

A poza tym właśnie – Panna Izolda *___* Po raz pierwszy udało mi się dorwać jakieś jej zdjęcie, i to od razu w takiej jakości. /tryb szczęśliwego fana

Otóż z lekkim opóźnieniem, ale po raz kolejny przeżywam koncert Julii Marcell na którym mnie nawet nie było, tym razem dzięki wrażeniom Irian. Poza wrażeniami z bloga podrzuciła mi link do minigalerii ze zdjęciami z koncertu. I znowu nie mogę się doczekać wakacji, bo na koncert Julii w okresie świąteczno noworocznym nawet nie liczę ;) Ale ważne, że są wspomnienia z Warszawy i płyta. Jakoś dotrwam!

Ahreevedertchi~!

Soulbreaker…

•22/11/2010 • 4 komentarzy

Nie wiem, jakim cudem WordPressowi udało się zepsuć temat, który przez ileś miesięcy działał bez zarzutu, ale jakoś tego dokonali. Chodzi o używaną przeze mnie do tej pory skórkę „Chaotic Soul” – może bug nie był jakiś strasznie oczywisty, ale rozwalone ramki komentarzy i brak możliwości odpowiedzenia na ostatni komentarz (sprawdzone też na blogu Lili, potwierdzone przez różnych ludzi na różnych przeglądarkach) są wystarczająco irytujące, żeby przynajmniej do czasu rozwiązania problemu (zaspamowałem im forum i wysłałem bug reporta, może zostanę usłyszany…) trzeba się przyzwyczaić do tego tematu – ze wszystkich pozostałych jest moim zdaniem najlepszy i najbardziej przejrzysty. Obrazek w nagłówku jest niesamowity (dodałem go sam i nie mam zielonego pojęcia, skąd go wziąłem, na oryginale nie ma nawet autografu), czarne tło daje radę, ogólnie nawigacja wygląda podobnie jak poprzednio. Trzymajcie kciuki za naprawę poprzedniego tematu (chyba że wolicie obecny?).

Filmowy mem czas zacząć! #01

•20/11/2010 • 15 komentarzy

Muzycznego mema podkradłem Crofe (nabijajcie jej wejścia na stronę to może szybciej wskrzesi bloga!) i nawet nie musiałem szczególnie wiele zmieniać. Szukając pytań do filmowego udałem się do Googla, który wypluł dwa różne memy – jeden będący właściwie kopią muzycznego, tylko z „song” zamienionym na „movie”, co jest może i mało odkrywcze, ale w memie chodzi nie tyle o pytania, ile o potencjalne odpowiedzi, a te już mogą być ciekawsze. Drugi natomiast wydał mi się autentycznie ciekawy i niektóre tematy ma naprawdę z pomysłem. Zatem skleiłem oba memy w jeden i pewnie jeszcze zacznę tego żałować, bo nawet po wywaleniu tych kilku zdublowanych pytań naprawdę będę miał problem z nieużywaniem tego samego filmu więcej niż jeden raz ;)

Opowieści na temat filmów postaram się snuć tak, żeby nie popsuć zabawy nikomu kto filmu jeszcze nie widział i jednocześnie mam nadzieję, że także dla takich osób będzie to w miarę jadalna lektura. Wprawdzie sporo z występujących w memie filmów będzie pewnie z serii każdy-to-widział, ale na pewno znajdzie się też niemało takich, które nie wszyscy oglądali.

Zaczniemy z lekkim twistem (zamiast od razu podawać ulubiony film, tak jak to miało miejsce w poprzednim memie) od pytania z tego-ciekawszego-meme. Trochę je wszystkie w ogóle przemieszam żeby nie było zbyt nudno. A zatem do dzieła!

#01: Least Favorite Movie by a Favorite Actor.

Tak jak przypuszczałem, z filmami będzie trudniej, niż z muzyką :D Między innymi dlatego, że filmów które widziałem w przeciwieństwie do lubianej muzyki – nie kolekcjonuję. Więc nie mam gdzie zajrzeć oprócz swojej pamięci, a z tą bywa naprawdę krucho :D Ale od czego są różne listy i inne filmweby. Tylko że niestety, nie pamiętam filmów które widziałem po samych tytułach – zwłaszcza tych, które mi się mniej podobały. Sporo z nich widziałem w telewizji, oglądając je głównie dlatego, że danego wieczoru wydawały się najlepszym wyborem. A tak naprawdę problem z odpowiedzią na to konkretne pytanie jest znacznie bardziej podstawowy – ciężko mi wybrać jednego ulubionego aktora! Ale ostatecznie niech będzie Johnny. Nicholsona, Ala Pachino i Brada Pitta jeszcze będzie okazja uhonorować (i tak na wszelki wypadek – na najmniej lubiany film z ulubioną aktorką jeszcze przyjdzie w memie pora ;)).

A zatem – na sam początek mema widać potrzebny był ktoś Odważny. Sam film jako taki nie jest strasznie zły, ani szmirowaty. Tylko że jeżeli chodzi o filmy z Johnnym Deppem które widziałem – one zwyczajnie wszystkie były co najmniej niezłe, a w znakomitej większości naprawdę dobre. To powiedziawszy, Odważny jakoś bardzo mi się nie spodobał – może na to ma wpływ fakt, że Depp tam nie tylko grał, ale i w reżyserkę się bawił, a to aktorom nie zawsze do końca wychodzi. Ogólnie obraz był ciężki w tym sensie, że trudno było się przy nim ‚dobrze bawić’ – to pretendujący do miana ambitnego dramat, w którym jednak jakoś bezsens całej sytuacji trochę nie pozwala się identyfikować z bohaterami. Nie wiem, czy też tak macie, ale kiedy w jakimś filmie/serialu podają jakieś liczby to zawsze mimowolnie kombinuję co nieco, czy takie liczby są realistyczne i czy biorąc pod uwagę wymienione kwoty (bo właśnie o nie mi chodzi, podaną w metrach wysokość występującego w filmie wieżowca, czy wyssane z palca osiągi samochodu mam serdecznie w nosie) bohaterowie zachowują się choćby odrobinę sensownie… I tutaj mi tego sensu zabrakło. I tak naprawdę dodanie do sumy jaką bohaterowi zaoferowano za jego życie (to taki bardzo pomniejszy spoiler, więc możecie się jeszcze z kamienowaniem wstrzymać) jednego czy nawet dwóch zer nadal nie zmienia faktu, że Depp mógłby się bez tego doskonale obejść. Takie wmawianie widzom na siłę że sytuacja jest beznadziejna i pozbawiona perspektyw wypada tu trochę sztucznie. Można na tytuł i dość tendencyjną naturę niektórych scen patrzeć jak na swojego rodzaju prowokację i wtedy film co nieco zyskuje – ale w momencie w którym fakt, że główny bohater jest tchórzem i kretynem jest pretty fuckin’ obvious, nawet taka prowokacja nie czyni z filmu dzieła szczególnie wybitnego. Ratował go głównie Johnny, chociaż szczerze przyznam, że nawet jego gra mi w tym filmie nie przypadła szczególnie do gustu.

I swoją drogą, taka mała dygresja – o ile o muzyce która mi się nie podoba raczej nie chciałem pisać, bo jak muzyka mi się nie podoba to zwyczajnie jej nie słucham, tak z filmami jest dużo łatwiej. W momencie w którym jestem w stanie ze sporą pewnością stwierdzić, że dany film mi się nie podoba poświęciłem mu już tyle czasu, że jest na co narzekać. A do tego rzadko przerywam oglądanie rozpoczętego filmu.

Tak jak poprzednio, zachęcam do podłączenia się do mema, czy to na całośc, czy to od środka, czy do połowy, czy tylko na konkretne pytania. Oprócz tego oczywiście będę dźwięczny za rady, sugestie i wszelki inny feedback dotyczący tego, jak Wam się taka forma prowadzenia mema (która niby nie odbiega jakoś szczególnie od muzycznego, ale jednak różni się chyba sporo) odpowiada i co można by było w tych notkach na przyszłość poprawić :)