Mistrz Kierownicy Ucieka. MF#03.
Pamiętacie te filmy? Szczerze mówiąc nie widziałem ich od tak dawna, że naprawdę trudno mi oszacować, jak wytrzymały próbę czasu, ale kiedyś Mistrz Kierownicy Ucieka był moim zdecydowanie ulubionym filmem. I przy tej okazji przypomniała mi się też moja pierwsza świadoma muzyczna fascynacja – coś o czym nie pamiętałem przez 30 odcinków mema muzycznego, przypomniał mi dopiero Mistrz Kierownicy – otóż zaczynałem od bycia małym fanem muzyki country. Do dziś moim ulubionym wykonawcą tej muzyki pozostaje Kenny Rogers, pamiętam że mieliśmy z pięć jego kaset i potrafiłem nimi katować radio samochodowe i walkmana rodziców prawie w kółko :D
Ale skąd nagle ten Mistrz Kierownicy? Nie ma to żadnego związku z dzisiejszym memem filmowym. Tydzień temu miała miejsce premiera najnowszej gry z serii Need for Speed. Normalnie nie interesują mnie wyścigi samochodowe, ale na przestrzeni lat znalazło się kilka tytułów, które mnie zatrzymały na dłużej. Pierwsze było Porsche Challenge, gra która miała bodaj 6 tras i dokładnie jeden samochód do wyboru (acz w różnych kolorach ;)), potem Colin McRae Racing (tak, jedynka, na PSXa), którego znalazłem pod choinką w wyniku pewnego nieporozumienia (ale mimo wszystko podobał mi się, choć najlepszą zabawą było wyszukiwanie miejsc, gdzie można było zglitchować grę i wyjechać za ustalone ‘ściany’. Wciskanie się z ukosa pomiędzy płot a uchylone skrzydło bramy tak żeby samochód ‘przeskoczył’ na drugą stronę tekstury to było to :D). Potem gra, którą dla odmiany autentycznie uwielbiałem i uwielbiam, czyli Crash Team Racing – Bandicootowy klon Mario Kart, który przewyższa pierwowzór pod każdym względem (zaczynając chociażby od tego, że w CTR grałem i mi się strasznie podobało, a w Mario Kart nawet nie grałem :DDD). Był jeszcze Carmageddon (bodaj dwójka, ale nie dam sobie głowy uciąć), który był naprawdę świetny. Poza tym jakieś wyścigi z samochodami zabawkami sterowanymi radiem i katowane kilkadziesiąt razy demko Rollcage – ogólnie widać, że bardziej zawsze pasowały mi takie typowo rozrywkowe wyścigi z przymrużeniem oka albo i dwóch.
A tu właśnie, nagle wyskakuje taki Need for Speed: Hot Pursuit (który prawdopodobnie wyszedł taki genialny bo tworzyli go ludzie z Criteriona, czyli twórcy serii Burnout ((która ominęła mnie tylko dlatego, że dość późno zaopatrzyłem się w PS3)) ) i proszę, jestem autentycznie zachwycony! Fakt, trudno powiedzieć że to nie są wyścigi z lekkim przymrużeniem oka. Ale mimo wszystko – autentyczne modele samochodów w grze praktycznie nigdy mnie nie przyciągnęły. Naprawdę spora mapa gry, zróżnicowane trasy, tryb w którym można wszystkie drogi przemierzać bez żadnych loading screenów całkowicie płynnie, a do tego duży wybór samochodów i świetny, sprawiający masę frajdy model jazdy, który wręcz zachęca do trzymania gazu wciśniętego do dechy przez cały czas (bo do zakrętów to mamy ręczny i driftowanie, a nie tam żadne wytracanie prędkości, pff :D) i masa emocji w multiplayerze, do tego podział na ścigantów i policjantów który dodaje wyścigom sporo smaczku i sprawia, że martwić się musimy nie tylko o swoją aktualną pozycję i wyprzedzanie konkurencji… Naprawdę boska gra, pod praktycznie każdym względem (oprócz fabuły, bo takowej praktycznie nie posiada :D).
No ale dobra, dość tych zachwytów, czas na mema:
#03: Sequel That Shouldn’t Have Been Made.
Dobry temat, zwłaszcza że ja ogólnie rzecz biorąc lubię sequele. Jasne, w wielu przypadkach okazują się być gorsze od pierwowzoru, ale jednak zwykle sam fakt że są i można się przekonać, co się działo dalej (przy okazji wyłapując co i jak bardzo skopali :D) uważam za bardzo pozytywny. Podobał mi się Matrix 2 i 3 (i przez podobał rozumiem “oglądałem wszystkie 3 pod rząd prawie 10 razy”), podobał mi się drugi Underworld… Co tam dalej z takich oficjalnie kiepskich sequeli… O! Wiem! Pamiętacie film Speed? Ten, w którym Keanu Reeves i Sandra Bullock telepią się w rozpędzonym autobusie, który wybuchnie kiedy tylko za bardzo zwolni? To był dobry film. Sequel natomiast to masakra, która nie podobała mi się nawet za pierwszym razem, nawet oglądana naprawdę dawno temu. Znana w Polsce jako Speed 2: Wyścig z Czasem jest marnym cieniem jedynki i totalnym kiczem. Fakt, że mi się nie podoba mimo tego, że zawiera Sandrę Bullock (jedną z moich ulubionych aktorek) powinien mówić sam za siebie. A w ramach dygresji – jak ona się ładnie starzeje :) nie wiem, ile z tego jest zasługą genialnego chirurga i zespołu makijażystek, ale w zeszłorocznym Narzeczonym Mimo Woli wyglądała naprawdę świetnie. A Wy macie jakiś znienawidzony przez siebie sequel?
P.S. Wszystkim niezainteresowanym grami, ale czekającym jednak na jakieś tematy poboczne przy memie filmowym który też ich średnio bawi mogę na osłodę obiecać, że następnym razem będzie jakiś zupełnie niegrowy temat obok mema filmowego ;)

Powtórzę się, ale ten nieszczęsny Nieśmiertelny 2 powinien był pozostać na wieki wstydliwym snem reżysera. Kolejna równia pochyła – Spiderman. Jedynka była marna, dwójka zwyczajnie zła, a trójka tak beznadziejna, że aż fazowa. Wymieniłabym też nowe Gwiezdne Wojny, ale po pierwsze to prequel, więc nie wiem, czy się liczą, a po drugie i tak wszyscy wiedzą, że części 1-3 nie istnieją. :D
Po chwili zastanowienia – OMG, Transformers 2, czyli najgorszy film, jaki miałam nieprzyjemność oglądać w kinie. Hesus, już prawie wymazałam ten koszmar z pamięci! @__@
O, a ja przy okazji zapomniałem o Iron Manie 2 – czyli kolejnym schrzanionym sequelu ekranizacji komiksu Marvela (po Spidermanie). Transformersów 2 ciągle nie widziałem, ale tutaj akurat nie będę miał złudzeń i nie będę oczekiwał nie wiadomo czego, jeżeli obejrzę to tylko dla efektów specjalnych… ;)
E tam, Iron Man 2 nie był aż taki zły, chociaż faktycznie 1 oglądało się dużo lepiej.
No ja o tej dwójce pisałem już na blogu, mi ją zabiły głównie oczekiwania – nie wiedzieć czemu ubzdurałem sobie że wszyscy twierdzą że jest lepsza od 1 i spodziewałem się nie wiadomo czego. A 2 od 1 jest gorsza i to sporo. Choć faktycznie sama w sobie nie jest tak straszliwą tragedią.
Transformersy 2 najgorsze? Irian, a byłaś w kinie na Wiedźminie? Najgorsze 3h w moim życiu…
Ej, ja byłem w kinie na wiedźminie i uważam, że jego tragiczność jest mocno przereklamowana! Fajnie było!
Właśnie nie byłam, bo wysłuchałam najpierw opinii znajomych i stwierdziłam, że nie ma co sobie mózgu lasować. :D
NFS genialny jest, a co do Burnoutów, to Ty się Vodh PS3 nie wykręcaj, bo najlepsze części (tzn. nie sandboxy) były na PS2 :P
PS2 miałem też tragicznie późno i poza finalem X i Soul Caliburem, dla których kupiłem tamtą konsolę, nie kupiłem na PS2 absolutnie nic :)